Zdrowe słodkości bez glutenu!

batony ziarniste

Batoniki wieloziarniste to prawdziwe koło ratunkowe dla wszystkich łasuchów. W mojej kuchni są niezwykle często obecne. Polecam szczególnie wersję bezglutenową i wegańską, taką dokładnie jak ta z dzisiejszego przepisu, chociaż propozycji może być bardzo wiele.
Cała filozofia przygotowania w domu takich batoników energetycznych polega na połączeniu ze sobą różnorodnych ziaren (również ekspandowanych) z bakaliami i dowolnie wybranym słodem.
Jeśli zależy Ci na bardzo sycącym składzie to wykorzystaj wyłącznie ziarna, jeśli gotowa przekąska ma być lżejsza to wówczas ziarna ekspandowane powinny przeważać. Regulujemy również stopień słodkości dobierając odpowiedni słód. O najzdrowszych wyborach oraz tych mniej zdrowych rozwiązaniach można przeczytać tutaj.
W sklepach ekologicznych dostępne są również różnego rodzaju ziarna ekspandowane – gryka, proso, amarantus, ryż. Dziś korzystam z amarantusa.

 

Oto i przepis:
15 łyżek amarantusa ekspandowanego
4 łyżki pestek dyni
3 łyżki ziaren słonecznika
3 łyżki siemienia lnianego
3 łyżki sezamu niełuskanego
3 łyżki posiekanych śliwek suszonych
3 łyżki słodu buraczanego

Na patelni na maleńkim ogniu rozgrzewam słód, wsypuję wymieszane wcześniej składniki suche, mieszam do momentu dokładnego oklejenia słodem ziaren. Ciepłą mieszankę wysypuję do blaszki wyłożonej papierem do pieczenia i umieszczamy w piekarniku o temperaturze 150C. Podpiekam do czasu uzyskania pożądanej chrupkości. Prawdopodobnie 10 min w zupełności wystarczy ale sprawdźcie koniecznie we własnym piekarniku. Aby batoniki były chrupiące muszą się nieco przyrumienić. Jeśli zależy Wam na bardziej orzechowym posmaku i większej kruchości możecie uprzednio delikatnie podprażyć ziarna (pomijając te ekspandowane).

Nawłoć na jesienny humor

nawloc

Nawłoć pospolita coraz bardzie popularna w naszej szacie roślinnej. Nie należy do gatunków rodzimych, jest to inwazyjna roślina, która szybko wypiera gatunki coraz rzadsze. Tym samym przyrodnicy nie maja wielkich powodów do radości a zbieracze powinni cieszyć się z możliwości bezkarnej eksploatacji siedlisk, które i tak rozrastają się nadmiernie.

Jej kwiaty zbiera się w okresie od lipca do października, chociaż może i teraz uda się Wam znaleźć jakieś ocalone ostoje tej rośliny.

Kwiaty i liście tej rośliny mają działanie chłodzące oraz odwadniające. Nawłoć jest polecana na wszystkie choroby nerek i pęcherza. A ponieważ wszelkie przeżycia psychiczne są widoczne w tych właśnie narządach nawłoć jest polecana również jako wyciszające remedium.

Nawłoć wpływa bardzo dobrze na życie uczuciowe człowieka Dlatego przeżywając rozczarowania i inne psychiczne obciążenia należy pić herbatkę z tej wspaniałej rośliny. Ma działanie kojące na zranione serce.

Aby wykorzystać w pełni właściwości tej niezwykłej rośliny zachowuję jej zapasy nie tylko w postaci zasuszonych pęków kwiatów. Części zbiorów, które w okresie letnim gromadzę na czystych łąkach Świętokrzyskich Gór przetwarzam dalej. Stanowią ekologiczny surowiec do produkcji kosmetyków, w szczególności mydeł przeznaczonych dla alergicznej skóry. Na bazie octu jabłkowego domowej roboty sporządziłam w ostatnim czasie kilka maceratów również i nawłociowy.

Jest obok octu jaśminowego moim ulubionym maceratem w ostatnim czasie. Możecie go użyć do wykonania własnego sosu vinegrette do sezonowej sałatki z buraków. Smacznego, zdrowego i wesołego!

Czy chia można przedawkować?

Przedawkować można nawet wodę – usłyszałam odpowiedź na zadane pytanie, tuż po tym jak spożyłam 0.7 l puddingu chia.

Zatem nasiona chia pewnie też – pomyślałam –  Pomyślcie jednak jakież to przedawkowywanie musi być przyjemne!

Chia stały się niezmiernie popularne w ostatnim czasie. Wszędzie można znaleźć informacje na temat ich niezwykłych właściwości jako, że nasionka szałwi hiszpańskiej są uznawane za super foods. U mnie mają szczególne odznaczenie, niekoniecznie za ich  dobroczynne właściwości.

chia

Jestem osobą, która lubi jedzenie za wiele rzeczy. Część za wyjątkowy smak…wśród produktów ze zbioru „ulubione„ znajdą się i takie, które cenię wyłącznie za właściwości odżywcze, oczyszczające czy prozdrowotne. Nie jest to jednak szałwia hiszpańska..

Chia mimo rozlicznych zalet zachwyciła mnie niczym innym jak łatwością obróbki i konsystencją przypominającą skrzek żabi. Tak, tak… nie brzydzi mnie to ale wręcz przeciwnie wywołuje dziki entuzjazm podczas spożywania.

„Magiczne nasionka” lubi też niesamowicie moja ulubiona i jedyna córa, która chia poznała na warsztatach kulinarnych dla dzieci. Od tamtej pory zjadłyśmy około 2 kg zdrowych i szybkich deserów. I stałyśmy się pierwszym zespołem łasuchów, który je przedawkował.

Smakołyki szałwiowe produkujemy w zastraszających ilościach jako popisowy bezglutenowy deser dla wszystkich gości. Co ciekawe, zawsze smakują bosko i zawsze przygotowywane są bez gotowej receptury. Gdybyście jednak chcieli przepis to może zajrzyjcie do jadłonomii. Spróbujcie!